#28 Rysy, Tatry, 23.08.2020

Ponoć nie ma nieodpowiedniej pogody, jest tylko nieodpowiedni ubiór. Od tego można zacząć każdą opowieść kiedy z gór, z wyprawy, z rejsu statkiem wracamy przemoknięci bądź przemarznięci.

Wiadomo również, że pojemność i objętość bagażu, ekwipunku którego ze sobą bierzemy jest ograniczona stąd ważny jest jeszcze jeden czynnik, który pomaga nam w przygotowaniu i w przetrwaniu wyprawy .
To wiedza na temat możliwych warunków atmosferycznych, ale też i punktów strategicznych – czyli gdzie można się skryć gdy nas owe warunki zaskoczą.

Tego dnia, mimo ciepłej sierpniowej aury, ruszyliśmy z Krakowa o północy, żeby w granicach 2:30 rano (w nocy) dojechać do wyżej podanego parkingu po stronie słowackiej. Pragnienie o zdobyciu najwyższego szczytu Tatr na tyle podniosło ciśnienie i chęć zrobienia tego w miarę sposobności, że przyjęliśmy na klatę informację o możliwych opadach oraz mgle w szczytach. Ważna w tym wszystkim była topografia szczytu względem najbliższego schroniska. Stąd wybór wejścia na Rysy od słowackiej strony był oczywisty.

Wchodzenie na Rysy ze strony polskiej jest wg niektórych zdań trudniejsze, ale i bardziej urokliwe, jednak jeśli chodzi o schronisko to najbliższe jest 4h od szczytu – czyli przy Morskim Oku vs po stronie słowackiej około 1h.

Z parkingu wystartowaliśmy chwilę po 2:30 a szczyt Rysów osiągnęliśmy delikatnie powyżej 5h. Zastała nas zapowiadana mgła, ale też i pustki. Stąd postanowiliśmy skorzystać z tej okazji. W ciszy i spokoju odpaliliśmy kartusz i kawka na Rysach jak znalazł.
Po tej chwili zaciągnięcia życiowego ręcznego, zaczęliśmy schodzić. Asia jako pierwsza usłyszała głęboki bas nasilających się grzmotów.
Ponagliliśmy ruchy jednak w połowie drogi dotarła do nas ulewa. I co, to był moment jak mawiają. Zbyszek nawet nie zdążył wyjąć płaszcza, a Asi jak się później okazało wierna softshellowa kurtka po latach użytkowania membrana również puściła.

Po dotarciu do Schroniska pod Rysami okazało się że nie byliśmy jedynymi przemokniętymi do suchej nitki wędrowcami, nasi słowaccy sąsiedzi odpali przeogromny piec, a my w duchu gór i tej atmosfery kosztowaliśmy pysznych dań.

Bonus całości, był taki że pójście na stronę, na przysłowiową “2-jkę” pozwoliło się czuć Panem na tronie gór… (zdjęcia)

Powrót odbył się już w spokoju i od czasu do czasu w lekkiej mżawce i konkluzji, że życie zawsze może zaskoczyć.

Asia i Zbyszek

Asia i Zbyszek

Read Previous

#24 Tarnica, Bieszczady, 18.07.2020

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *